środa, 21 września 2011

Buckland Abbey

odwiedziliśmy po raz kolejny - tym razem pod koniec sierpnia /tak, trochę zeszło z napisaniem posta:)/. Tym razem był weekend podczas którego przedstawiano, jak kiedyś żyło się w Anglii:-) Był wyrób świec i mydła, ha! - farbowanie wełny, wyrób strzał, mąki, dawna kuchnia i inne atrakcje - pokaz dawnej mody - wyobraźcie sobie, że jest grupa pasjonatów, którzy tworzą ubrania i obuwie jak kiedyś - włącznie z tkaniem płótna i przędzeniem wełny.
Buckland Abbey - dawniej opactwo, po reformie Henryka VIII - przeszło w prywatne ręce, w końcu dzierżawił  je a później kupił /za łupy zdobyte na korsarstwie Francis Drake - ten sam, który podczas rządów Elżbiety I córki Henryka VIII z Anną Boleyn rozgromił hiszpańską armadę i doprowadził do ich klęski/. Dodam, że tutaj - w Devonie i pobliskiej Kornwalii Drake jest bardzo ceniony, jest m. in. wiele jego pomników.
Tak więc Drake mieszkał sobie w opactwie, najczęściej szwendał się po morzach, pierwsza żona mu zmarła, z drugą dzieci nie miał /a kiedy se miał machnąć jak się tak latami po morzu szwendaczył:)/ no i jak zachorował - na morzu - to przepisał wszystko na młodszego brata.
O Drake mogłabym pisać wiele - ale nie o tym wpis dzisiejszy - a teraz zdjęcia:)

Tutaj wyrób świec


Namiot rycerza:

Tu pani tkająca paski

O takie

dawne ręcznie robione szpilki, guziki



ręcznie tkana i farbowana wełna /mmmmm/



kuchnia na świeżym powietrzu:)


 wyposażenie rycerza:)


pokaz ówczesnych ubiorów /czy wiecie, że do bielenia płóciennych koszul używano uryny.../





apteka:-)


tu podobizna Drake grającego z żoną w okręty:)



kilka zdjęć z jego domu








tu szanowny Francis Drake /ja go nazywam Frankiem:-)/


kilka ciuszków z epoki




jeszcze dawna kuchnia Państwa




Przyznam, pięknie tam i ciekawie, po ogrodzie chodzą małe kosmate kurki /ponoć znoszą pyszne jajka - tak mówiła pani je karmiąca/, sa owieczki - tiam - strzyżone na przędzioną i farbowaną wełenkę:)/, a starsze dzieci można przebrać w ciuszki i pstryknąć zdjęcia:-)
Pewnie jeszcze nieraz tam przyjedziemy:-)

Dziękuję za miłe słowa o moich farbowanych wełenkach - jeśli ktoś ma ochotkę - to sprzedam chętnie za 9,5 funta plus przesyłka np. do Polski 1,5 funta. Mam też jeszcze kilka motków blf superwash 4ply 400 m/100 g - mogę pofarbować wg życzenia:-)

Pozdrawiam Wszystkich serdecznie - zaglądam na Wasze blogi często i przyjemnościa choć nic nie piszę /mea culpa/ - ale co tu pisać, jak wszystko takie piękne i już pochwalone:-)))

środa, 24 sierpnia 2011

Dostałam wyróżnienie:-)

od Pimposhki - mojego Dobrego Duszka, Mentora i w ogóle Wspaniałej Osoby:-) /eh, ale po co ja to - Wszyscy znacie Pimposhkę i wiecie jaka to Super Dziewczyna:-)))/ - Gosiu, bardzo, bardzo dziękuję, przepraszam, że tak późno ale chata wolna dopiero od kilku dni i mogę posiedzieć przy kompie spokojnie:-)

Powinnam wyróżnić teraz inne blogi - ale jak tu wybrać skoro Wszystkie jesteście Wspaniałe, Twórcze, a czytanie Waszych blogów to uczta dla oczu i duszy:) Tak więc proszę, żeby każda osoba, którą mam w zakładce poczuła się wyróżniona, a ja dodatkowo wyróżniam:
Gochę i Maląalę znacie, zapraszam do zajrzenia do trzeciego bloga - to blog Agnieszki, która tworzy rzeczy piękne i bardzo różnorodne, naprawdę ciekawe:-)
Tiam, a teraz 7 rzeczy o sobie:
1. uwielbiam moje córki, lubię często przypominać sobie ich śmieszne minki lub numery, które wycięły i zawsze łezka mi się w oku kręci
2. jestem zapalonym majsterkowiczem, gdy coś mi w domu szwankuje to nie daje mi spokoju dopóki nie rozkręcę i sprawdzę czy da się naprawić /często się udaje:-)/
3. jako budowlaniec mam zboczenie zawodowe - gdziekolwiek jestem oglądam wszystkie budowle, budynki i komentuję z przejęciem godzinami przyprawiając rodzinkę lub znajomych o zniecierpliwienie:-) eh, zresztą moja praca daje mi wiele radości mimo ciężkich chwil, które potem się dobrze wspomina /że dało się je przeżyć/
4. jestem fanką Agathy Christie - wciąż oglądam przygody panny Marple i Poirota
5. gdy byłam mała to mama mówiła na mnie "zepsuty chłopak:-)" bo ubranie się na mnie "paliło", wciąż byłam umorusana i rozdartymi spodniami na kolanach; poobdzierana na łokciach i kolanach aż strach
coś mi z tego zostało - od dziecka nie cierpiałam spodni, a spódnicę zakładam raz na kilka lat - w pracy zawsze wywołuje to ogólne poruszenie i wszyscy chcą robić zdjęcia i zapisywać w kalendarzu takie wydarzenie dziwiąc się, "że mam nogi" - eh, ci faceci:-)
6. nawiązując do poprzedniego punktu - znam historię z opowiadań babci, mamy i siostry:
gdy miałam może kilka lat /poniżej 6-ciu/, mieszkałam w starym blogu obok przedszkola i żłobka, gdzie często bawiłam się z innymi dziećmi; pewnego razu babcia/mieszkająca niedaleko nas/ wracała z zakupów, gdy została zatrzymana przez sąsiadkę mówiącą, że ta właśnie sprała swoją córkę za ten wyczyn a babcia ma zrobić to samo ze mną /mama była w sanatorium/; babcia pospieszyła sprawdzić w czym rzecz i zastała taki widok - połowa listopada, zimno jak świst, a ja stoję w samych majtasach i przerzucam wszystkie zdjęte ciuchy przez płot do przedszkola:-) /no bo właziło się przez płot rzecz jasna/. Na pytanie co robię odparłam spokojnie - "Babciu, ostatnio podarłam kurtkę i mama powiedziała, że następnym razem dostanę lanie - to zdjęłam wszystko żeby nie podrzeć". Babcia osłupiała a potem pękała ze śmiechu z mojej pomysłowości:-) czy dostałam za to w skórę - nie wiem, nikt z pytanych nie pisnął słowa, ja nie pamiętam, ale babcia nie lała wnuków:-)
7. mam słabość do staroci, zbieram np. stare szklane butelki o ciekawych kształtach, mam starą przedwojenną wagę, łuskę po pocisku, który mój dziadek przerobił na zapalniczkę /z 1943r./, niestety kilka świetnych rzeczy mi skradziono jeszcze w Polsce - m. in. stare żelazko na węgle wyszperane kiedyś na targu w Łodzi na Bałutach... 
No tak, jak człowiek pomyśli, to można by napisać z siedemdziesiąt rzeczy o sobie:-) spokojnie, następnym razem:-)
Tak długo nie pisałam, że teraz po głowie kłębią się tysiące pomysłów, zdarzeń niedawnych, o których chciałabym Wam opowiedzieć. Muszę to podzielić, bo wpis miałby objętość książki,a  czytający posnęliby w trakcie czytania:-) Tak to bywa, gdy przez miesiąc nie można się dopchać do własnego kompa:-)
Postaram się po kolei - po przyjeździe rodzinki ochrzciliśmy w końcu Uleńkę 27 lipca - ksiądz polski, wspaniały, ciepły człowiek, kościół katolicki, naprawdę było pięknie - spokojnie, rodzinnie, a po chrzcie zostaliśmy zaproszeni przez naszego księdza Jaromira na herbatkę z ciachem:-) dawno tak spokojnie i swobodnie nie rozmawiałam z osobą duchowną, planujemy częstsze spotkania włączając wizyty na mszy - eh, wreszcie wiem, gdzie są polskie msze w okolicy:-)
Ulka była przeszczęśliwa, bo ksiądz pozwolił jej pochlapać rączkami w chrzelnicy no i polał ją po główce:-)
Dodatkowo było bieganie po kościele między ławkami i uciekanie łapiącym małego łobuza:-)


A tu Ula ze swoją mamą chrzestną Olą:-)


Teraz będę się chwalić - napisała do mnie przemiła osoba i zamówiła 4 motki mojej farbowanej wełny - 2 merino i 2 blf. Moteczki zostały pofarbowane wg wzajemnych ustaleń i już podróżują do swojej Nowej Właścicielki:-) Ale to radość, gdy komuś podoba się to co robię i można pofarbować piękną wełnę na kolor, który ktoś sobie wyobraził /i naprowadził słownie farbującego:-)/.
To teraz pokażę, co już leci w paczce:
1. soczysta pomarańcza blf


2. dojrzała truskawka /pofarbowałam dodatkowo malinowe merino/


3. głęboki turkus - blf


A czwarty motek to purpura z vermillionem /merino pofarbowane wcześniej/ - cudny melanż:-)

Jedno mnie denerwuje - chociaż się staram to zdjęcia nie oddają rzeczywistych pięknych kolorów wełenek tak do końca - w realu są jeszcze piękniejsze, o miękkości skłaniającej do miziania nie wspomnę:-)

Oczywiście nadal można u mnie zamówić wełenkę pofarbowaną wg życzenia, zakupiłam kolejne barwniki i można poszaleć:-) teraz mam blf 4ply 100g/400 m, mogę też zamówić merino albo jakieś inne mieszanki - proszę pisać. Cena stała 10 funtów/motek /ceny merino i blf są takie same/ + koszty przesyłki do ustalenia.

A teraz jeszcze kilka zdjęć ze słynnego Morwellham Quay - słynnego tutaj, jest to muzeum obejmujące farmę, stare budynki i kopalnię metali - super zabawa, na miejscu można zobaczyć jak kiedyś robiono beczki, lepiono garnki, wydobywano rudy i płukano, są też stare domy w których m.in. są stare dżemy sprzed jakichś 150 lat:-) albo w kącie wielka kupa runa owczego:-)))


W takiej małej kuchni i na takim małym piecu gotowało się obiady dla całej rodziny - a ten dom należał do bogatych ludzi, hm... Zaraz z kuchni wychodziło się do ogrodu, gdzie rosły zioła i warzywa.
Byliśmy też w szkole, w której Pani Nauczycielka w pięknej sukni i kapelutku /z epoki a jakże/ opowiadała o karach za złe zachowanie i groziła trzcinką:-)na koniec kazała zaśpiewać piosenkę i tu poległyśmy:-)

Najfajniejsze jest muzeum strojów, gdzie każdy może się przebierać w stroje z epoki - ha! to dopiero poszalałyśmy z Zuzą i Olą:-) muszę przyznać, że te kiecki fajne ale strasznie się w nic gorąco człowiekowi robi, strasznie bufiaste i masa warstw - ale zabawa przednia! Niezła ze mnie matrona co nie, hi hi?:-)





A tu moje dwie dziewczyny - Ula i Zuza:-)

Ostatnio było nawet ciepło, zaliczyliśmy kilka razy plażę i nawet ja osobiście wtłoczyłam swoje ciało w kostium i pływałam sobie w oceanie - ha! Ale tych zdjęć nie pokażę:-) za to możecie sobaczyć moje dwie Syrenki:-)


To tyle na dziś, niebawem kolejna porcja zdjęć - niekoniecznie włóczkowych:-)

Wszystkim dziękuję za przemiłe komentarze do poprzedniego posta:-)
Gocha - bardzo się cieszę, że wełenka z candy sprawiła Ci taką radość:-)))

Pozdrawiam Wszystkich serdecznie:-)

niedziela, 17 lipca 2011

Wyniki candy i nowa wełna

Na początku chciałam przeprosić, że wyniki losowania dopiero dzisiaj - wczoraj mieliśmy wizytę landlorda /całkiem miłą zresztą/ i musiałam wypucować dom na błysk, w dodatku w środę przylatują na miesiąc moja ukochana Zuzia, Piotr /mój wspaniały siostrzeniec - mam dwóch:-)/ z Moniką i Olą - co pociągnęło ze sobą konieczność gruntownego przemeblowania domku, wywalenia kupy rzeczy na stryszek i tak dalej...
Ale do rzeczy - chętnych osób na zaopiekowanie się pomarańczą było 42 /po odliczeniu powtarzających się wpisów/ - bardzo mi miło, że wełna cieszy się takim zainteresowaniem:-) przy okazji poznałam wiele Waszych fantastycznych blogów, postaram się do Was częściej zaglądać i pisać komenty, teraz naprawdę krucho było z czasem /Jacek skończył właśnie kurs specjalistyczny w koledżu, a pisząc wcześniej pracę był wyłączony z życia domowego przez co ja nie miałam czasu dla siebie wcale:(/.

Zrobiłam karteczki, Jacek osobiście długo je mieszał, a potem Ulka włożyła łapkę /prosiłam - "Ulka jedną karteczkę:-)"/ - i... zresztą zobaczcie same:-)


Tu zbliżenie na dowód, że karteczka jest jedna:-)


Tak więc wełenka wędruje do....


Gratuluję:-))) Gocha - podaj adres na majla, czekam do wtorku do północy:-) Przypominam, że jeśli masz ochotę, to możesz kupić dodatkowy moteczek /koszty przesyłki pokrywam oczywiście ja:-)/ - ale tylko jeśli chcesz - nie namawiam:-)

A teraz o nowych wełnach. Kupiłam w końcu tak zachwalaną i wielbioną przez wiele osób blf superwash 4ply, 100 g 400 m - jest superasta!


Wania owieczkowo, ale jest milutka i miękka, choć to nie merino. Jednak niteczka ma niesamowity połysk /ha - wiem co mówię, bo zrobiłam sobie abrazo z prezentowego blf:-) niestety nadal nie mam czasu i miejsca żeby zblokować, na zdjęcia trzeba poczekać). Za to pokażę abrazo zrobione przeze mnie z pofarbowanego na czekoladę merino - prezent dla Doroty, która dogląda moich spraw w Polsce:-) może na zdjęciu nie widać ząbków - ale są:-) nabrałam na 6-tkach, potem leciałam na 5-kach.
Tu chcę podziękować Wszystkim, którzy mnie dopingowali do Abrazo, zwłaszcza Pimposhce i Basi - tak się obawiałam a to takie przyjemne dzierganie:-)


Merino dla mnie jest bardziej mięciutkie, nitka troszkę grubsza. Ale nie mam żadnych obiekcji do blf - wręcz przeciwnie! jest wspaniała, jak tylko znajdę troszkę czasu w przyszłym tygodniu to ją odoowdczę i pomyślę o farbowaniu. I tu właśnie jest dylemat - farbować wg uznania, czy może ktoś zażyczy sobie farbowanie na życzenie?
Mogę zrobić różne kolorki, proszę o sugestie:-)
Niestety blf zdrożało i co dziwne - jest w cenie merino, hm... widocznie ma takie wzięcie:-)
Tak więc cena 100 g moteczka blf to będzie 10 funtów + koszty przesyłki. Postanowiłam też obniżyć troszkę cenę merino - moteczki są po 10 funtów. Jeśli nie będzie nadal nikogo chętnego do przytulenia wełenki - to w przyszłym tygodniu /pod koniec/ wrzucę ją na etsy, będzie w podobnej cenie.

Następna wełna to prawdziwa okazja! znalazłam ogłoszenie w gazecie, zadzwoniłam, umówiłam się z przemiłą starszą Panią - Angielką, pojechałam, pozachwycałam się niezliczoną ilością wełenek, jakie Pani posiada i... zakupiłam te cuda


To aran, nitka 4ply, wania owieczkowo ale taki właśnie jest aran, nitka dość gruba /jak lubię/, troszkę drapiąca, kolory naturalne /nie farbowana/, beże jaśniejsze i ciemniejsze. Jest tego 3 x 3,1 kg, 1 x 1,5 kg i 1 x 1,2 kg. Pani chciała troszkę więcej, ale serce jej zmiękło i sama zaproponowała za te cuda 15 funtów! No szok - jestem przeszczęśliwa, Pani też, pochwaliła mi się, że ma 7 dzieci i UWAGA - 100 wnuków i prawnuków! Umówiłyśmy się, że będę do niej dzwonić znów, bo coś jeszcze ma z wełny. I jeszcze fajna ciekawostka - wiecie, jak się sprawdza, czy wełna jest faktycznie wełną, czy ściemą z domieszkami? Ha - Pani mi pokazała - bierzecie blicza np. domestos, lejecie na kawałek wełny / na talerzyku / - jak się rozpuszcza, znaczy że ściema, jak nie - czysta wełna - ciekawe, no nie?
Na koniec pokażę Wam jeszcze, że w ogródku znów kwitnie mi magnolia - jak ja uwielbiam magnolie:-) no i lawendę


Ufff, mam nadzieję, że nie zanudziłam przydługim wpisem, pozdrawiam Wszystkich odwiedzających serdecznie i życzę pięknego lata:-)
I przepraszam za ten poślizg w losowaniu:-)

środa, 29 czerwca 2011

Candy:-)

Postanowiłam i ja zrobić candy - trzeba się podzielić takimi ślicznościami, które sama własnymi rękoma pofarbowałam:-)

Wełenka to organic ultrafine merino 4 ply długość 400 m 100 g, którą pokazywałam w poprzednim poście. Jest delikatna, mięciutka - a dzierga się z niej bosko:-))) Wybrałam piękny pomarańcz, bo mamy lato a to teraz najmodniejszy kolorek:-) Trudno mi zrobić zdjęcie które oddałoby piękno i głębię kolorów - mam nadzieję, że zwycięska osoba będzie równie zachwycona co ja:-)


ZASADY:
- należy umieścić komentarz pod tym wpisem
- jeśli ktoś ma bloga którego nie mam jeszcze w zakładce to proszę podać adres bloga
- informację o candy proszę umieścić na swoim blogu
- losowanie 15 lipca
- zwycięzca ma dwa dni na skontaktowanie się ze mną mailem /czyli do 17 lipca wieczorem/

Dodatkowo jeśli szczęśliwa osoba będzie miała chęć - może dokupić sobie dodatkowy moteczek - ale tylko jeśli będzie miała ochotę:-) - bez żadnego namawiania z mojej strony:-)

Jeśli ktoś na chętkę - może zakupić inny kolor merino - zapraszam do poprzedniego posta, tam są pokazane inne śliczności:-)

Gocha - dzięki, zapraszam na candy:-)
Pimposhko, Basiu - dziękuję:-)
Malaala - dzięki, życzę Ci wspaniałych wakacji w rodzinnym gronie:-)

Mały apdejt dla Doroty - jeśli ktoś nie ma bloga, to proszę podać maila:-)

czwartek, 23 czerwca 2011

Farbowanie wełny

chodziło za mną od dawna... przyznam, że to niesamowita sprawa - zrobić sobie wełnę w wymarzonym kolorze:-) szperałam na wielu blogach /Waszych też Drogie Czytelniczki - przyznaję się bez bicia:-)))/, na necie... i w końcu... pod czujnym okiem Wspaniałego Mentora... zakupiwszy uprzednio wełnę, farbki, narzędzia przystąpiłam do farbowania i...
ta daam
przedstawiam cudne organic ultrafine merino długość 400 m/100g, 4ply, mięciutkie, puszyste, w dotyku rewelacja, w dzierganiu - po prostu niesamowita przyjemność:-)))


I po kolei:
to piękny stalowy kolor - taki jasny niebieski, wełna jest wspaniała, mięciutka i co dziwne /dla mnie jako początkującego/ - po wyjęciu z paczki pięknie pachniała a nie "zalatywała po owczemu":-) pewnie merino tak ma- to moje pierwsze merino - dlatego moje zdziwienie, bardzo pozytywne zresztą


tu piękny niebieski a raczej dżinsowy kolorek, eh - trudno uchwycić kolory, na żywca są piękniejsze, kolor ma taką głębię, miejscami jaśniej - ale to w nim jest super



tu szary, troszkę melanżowy ale na zdjęciu trudno to wychwycić, próbowałam 2 kolorów


tu przepiękna lawenda, hm - chyba moja ulubiona, zresztą od lat uwielbiam wszystko co z lawendą związane


tu już mój majstersztyk - purpura i vermillion w pięknym połączeniu  /motek sprzedany/


tu złoto Azteków połączone z orzechowym - dla mnie jak mieszanka cynamonu ze złotem


piękna pomarańcza w dwóch odcieniach - uzyskana przez różne nasycenie
UWAGA - ten motek jest przeznaczony na moje candy

i na koniec - Mirella la malina - kolor zasugerowany przez moją siostrę Mirelę, która mi dzielnie kibicuje mimo odległości:-) /motek sprzedany/

Jest jeszcze mleczna czekolada - ale nie miałam wcześniej motowidła więc przewinęłam ją w kulkę i już coś z niej robię - ale o tym następnym razem:-)
Co do motowidła - rany, jakie to mądre urządzonko a takie proste - sama kwintesencja praktyczności, przyjemnie trzymać je w ręku choć później łapki bolą...

Postanowiłam sprzedać te piękne cuda, choć już ponad tydzień są ze mną i dopiero dojrzałam do rozstania:-)
UWAGA - OBNIŻKA CEN WEŁENEK:-)))
Cena to 10 funtów lub 45 zł, przesyłka w Anglii 1,5 funta, do Polski 15 zł. W przypadku, gdyby ktoś miał ochotę na więcej niż jeden - koszty przesyłki będą kalkulowane mejlowo:-)
Jeśli wełenki znajdą nowe kochające domki - będzie mi bardzo ale to bardzo miło:-) będę mogła w przyszłości zaoferować farbowanie na życzenie:-)
Jeśli zajdą się chętne osoby na wełenkę - proszę pisać na mejla:-)
Pozdrawiam wszystkich letnio:-))) nie, że tak chłodno tylko lato już mamy, hurrraaaa!!!

Gocha - oj tak, to prawda, najprzyjemniej dzierga się swoim skarbom:-)))
Malaala - dziękuję, faktycznie powoli przekonuję się do ażurów:-) fajnie za to dłubać prościznę w kolorkach, no a na słoneczku to dopiero przyjemność:-)

poniedziałek, 30 maja 2011

Wróciła

moja wena - hm... najpierw powoli się skradała, aż w końcu natchnęła mnie znowu:-)
To z wczoraj - na spacerze w parku. Przy okazji można zobaczyć trochę zielonego swetra "na ludziu", inne zdjęcia mi się nie podobały więc wykasowałam. Mój malutki pomocnik właśnie skrada się do plecaka, w którym jest ukryta torba z drutami, nożyczkami, markerami i innymi super pomocami:-)
A tu już Ula buszuje w plecaku mamy:-)
To co dłubię to taka bluzeczka /miała być dłuższa tunika ale włóczki resztka, ehhh sztukowałam przy zakończaniu ze znalezionych nitek/. Będzie pasowała do tego sweterka zrobionego wcześniej /i pokazywanego/
A tu bluzeczka "na ludziu"

Tak, wiem że mało widać - niestety pomimo wielu podejść razem z Panem Tatą nie udało się zrobić sensownych zdjęć - Mały Ludzik skakał i tańczył na łóżku, a przy próbach unieruchomienia wydawał dzikie wrzaski:-) zdjęcia wyszły strasznie rozmyte, jedynie to jako tako się nadawało.
Dlatego zrobiłam zdjęcia na plaskacza razem z kolejną popełnioną kilka dni wcześniej zieloną bluzko-kamizelką podomową

Zielone coś już wytyrane, idealne do biegania - dosłownie! po domu i ogródku - 20% wełny, reszta akryl. Zrobiłam Uli w zeszłym roku zielony sweterek, wyrosła z niego a ja znalazłam mały kłębek i zaczęłam robić to co powyżej. W trakcie zbrakło /taki los/ sprułam więc sweterek, żeby dosztukować. No i ta spruta jakaś taka wymęczona, wymamłana, łysa, zrobiłam tylko ściągacze bo nie mogłam na to patrzeć. Ehhh, taki urok akrylu... A to wrzosowo-lawendowe to akryl tyż - jakieś resztki wciąż się bląkają po domu, postanowiłam je wykorzystać na takie duperele, żeby nie zajmowały miejsca, nie drażniły, a przy okazji  - żeby moja młodsza latorośl miała w czym tyrać po domu.
Dziś byliśmy na spacerze w Central Parku /ha ha - jak w Nowym Jorku:-)/, a dziecię moje tak dzielnie biegało za piłką:-) Tiam, beretka wygląda kosmicznie /przez ciągłe naciąganie jej na twarz przez Ulę - czytaj Ula robi a-kuku i się chowa/ spada jej na oczy, zresztą jest notorycznie ściągana i rzucana bezwstydnie na ziemię.

Na spacerze przez chwilkę cupnęłam sobie na trawie i machnęłam kilka rzędów kolejnego sweterka - włóczka Sarayali - mam z niej tęczowy sweterek, druty nr 6 - ha! to będziemy miały takie same sweterki:-)
No to tyle - teraz już będzie lepiej, a niedługo pokażę, nad czym od dawna myślałam, dumałam - i co wymyśliłam - ale to na razie niespodzianka:-)
Malaala - włóczka to kupiona w Anglii mieszanka z 30% wełny, taki kolorowy melanż, połączona z Pearl koloru oliwki /stare zapasy z Polski/. Mnie jakoś nie przeraża wypruwanie takich warkoczy, natomiast Twoje ażury przyprawiają mnie zawsze o gęsią skórkę:-) ja się ich jakoś tak boję, czy coś... hm
ale w końcu zrobiłam coś z dziurami, i w dodatku to jest skończone i mam nadzieję, że będzie noszone /myślę o tej bluzeczce powyżej:-)/ pozdrawiam cieplutko
Ann - dziękuję za odwiedziny i zapraszam serdecznie:-) włóczka - jak pisałam już wyżej - to mix Pearl z  kolorową cienizną, zresztą wydaje mi się że cały urok tkwi w "wywróceniu" swetra lewymi oczkami na zewnątrz, wcześniej robiony na gładko nie podobał mi się. pozdrawiam:-)
Basiu - dziękuję, w końcu polubiłam ten sweter - po przerobieniu. Nerwy to masz Ty Kochana - jedziesz w samochodzie i od niechcenia machasz sobie Abrazo - szacun:-)
Tkaitko - dziękuję:-)

środa, 11 maja 2011

Aukcja charytatywna u Pimposhki!!!

Kochani, zajrzyjcie koniecznie na bloga Pimposhki - piękny cel aby pomóc Pauli, młodej dziewczynie, którą dopadła straszna choroba...
tu link do Pimpohki http://pimposhka.blogspot.com/2011/05/pomoc-potrzebna-od-zaraz.html, a tu do Pauli http://paulapruska.blogspot.com/
Na razie tyle, jak znajdę chwilkę to napiszę co tam u mnie:-)
Pozdrawiam Wszystkich cieplutko:-)